Pobeda Prilep - ODRA (1997r.)

"Tak się składa, że byłem świadkiem pierwszego występu Pobedy w europejskich pucharach. Traf chciał, że latem 1997 roku ówczesny vicemistrz Macedonii trafił na trzecią drużynę polskiej ekstraklasy czyli Odrę Wodzisław."

Wspomnienia dziennikarza, Pawła Czado.

 


Spotkanie z Torcidą

Zabrałem się więc wtedy z wodzisławianami do Macedonii. Był to chyba jedyny wyjazd w historii polskiego futbolu, gdy drużyna piłkarska wybrała się w podróż... dwoma samolotami! Dwoma, bo do jednego się nie zmieściła - każdy z tych dwóch wyczarterowanych angielskich samolocików był wielkości stołu bilardowego. Zieleniałem po każdym podmuchu wiatru w skrzydełka samolociku.

Naszych piłkarzy nie przestraszył jednak wtedy ani naprzemienny lot w górę i w dół, ani macedoński upał, ani nawet robactwo w hotelu* (pamiętam dobrze obrzydzenie Pawła Sibika, który przejęty opowiadał przed śniadaniem jak z poduszki musiał zganiać karalucha). Nie przestraszyli także miejscowi fanatyczni kibice. Ich nazwa jest na Śląsku dobrze znana: to "Torcida". Nawet poznałem lekko wtedy podpitego szefa prilepskiej ”Torcidy”; nazywał się Goran Stolevski. Chwalił się, że Pobeda ma najlepszą publiczność w Macedonii, że ”Torca” liczy pięciuset superfanów, gotowych oddać za drużynę ostatnią kroplę krwi.

Sam stadion w Prilepie nie miałby szans na organizację nie tylko Euro, ale nawet spartakiady macedońskiej młodzieży. Kamienno-betonowy moloch został wybudowany w 1936 roku i od tego czasu nie był chyba modernizowany. Brakowało siedzisk, na wybranych kibiców czekały drewniane, składane krzesła oparte o ścianę odrapanego klubowego budynku. 

Ale samym miastem byłem zauroczony, jego zapachem, wyglądem, rytmem... Styl życia nieśpieszny - to była taka ”maniana” po bałkańsku. Rezerwowego obrońcę, poznanego wcześniej na treningu Aleksandra Nikoskiego, spotkałem wieczorem w przeddzień meczu w jednej z kafejek, nie wyglądał na szczególnie dbającego o przedmeczową dyscyplinę... 

W Prilepie pierwszy raz w życiu zobaczyłem pucybuta. Nie jednego, a całą uliczkę pucybutów! W ogóle wiele rzeczy robiłem w Macedonii pierwszy raz w życiu... Na przykład - rozdawałem autografy. To było wtedy gdy razem z piłkarzami Odry wybiegłem sobie na trening. Jako że było to wiele kilogramów temu, mali Macedończycy wzięli mnie za futbolistę:-) 

No i właśnie w Macedonii pierwszy raz w życiu przeżyłem tak silny stres związany z wykonywanym przeze mnie zawodem. Dziś trudno w to uwierzyć, ale po meczu okazało się, że nie miałem skąd nadać relacji. Nie było faksów, klub zaraz po meczu został zamknięty na cztery spusty, a dedlajn gazetowy był akurat pierońsko wczesny. Słowo ”komórka” bardziej kojarzyło mi się wtedy z miejscem, gdzie trzymałem rower niż z telefonem. Prawie płakałem z wściekłości, ostatecznie wpadłem zdesperowany do jakiejś knajpy niedaleko stadionu i wybłagałem u właściciela telefoniczne połączenie z Polską. Przedyktowałem pośpiesznie tekst, co kosztowało mnie całą moją dietę. Pamiętam, że była w markach - Macedończycy traktowali tę walutę z poważaniem, właściciel knajpy był bardzo zadowolony. Uffff.... Przekonałem się, że dla takiego uczucia ulgi, jakiego doznałem gdy upewniłem się, że wszystko w porządku, jakiego doznałem po odłożeniu słuchawki - warto żyć! 

Jako że był to debiut Pobedy na międzynarodowej arenie, całe 60-tysięczne miasto żyło wtedy tamtym meczem. Zapisałem sobie, że bilety były sprzedawane przez cwanych prilepskich koników po 300 macedońskich denarów (wówczas ponad 11 zł). Na największym placu w mieście wejściówki znikały błyskawicznie. Bo każdy chciał zobaczyć Odrę Wodzisław! Dla fanów był to duży wydatek, nie wszystkich było stać. Nic dziwnego, że tysięczna grupa oglądała treningi, a potem mecz ze zbocza pobliskiej góry. Tam w ogóle wszystko było we wspaniałych górach... 

Odra wówczas przegrała, ale dzięki wcześniejszemu wysokiemu zwycięstwu u siebie awansowała dalej. Różnica klasy była wielka, mowy nie ma, żeby tamta rywalizacja była ”niesportowa”, tak jak w przypadku gry z Pjunikiem, która po latach wyszła Pobedzie bokiem. Ciekawe czy ”Torcida” zajmie się teraz prezesem...

Już nigdy więcej nie byłem w Macedonii. Pamietam tylko szok, jaki przeżyłem kilka lat później, przypadkowo włączając telewizor. Bodaj w ”Wiadomościach” pokazali palący się po jakimś bombardowaniu minaret w Prilepie. Właśnie ten pod którym robiłem sobie zdjęcia. Zrobiło mi się nieswojo...

PS Chciałem Wam pokazać te fotki, ale gdzieś mi się, cholera, zapodziały stykówki, więc nic z tego nie będzie. 

*hotel, reklamowany jako najlepszy w mieście, nazywał się ”Lipa”.

Paweł Czado
www.czado.blox.pl

Przypomnijmy, że dwumecz pomiędzy Odrą a Pobedą zakończył się naszym zwycięstwem, dzięki któremu awansowaliśmy do Rundy wstepnej Pucharu UEFA.  

23.07.1997 Odra Wodzisław Śl. – Pobeda Prilep 3:0
Bramki dla Odry: J. Polak (34 min.), S. Paluch (48 min.), M. Nosal (68 min.)

30.07.1997 Pobeda Prilep – Odra Wodzisław Śl. 2:1
Bramka dla Odry: K. Zagórski (18 min.)

-----------------
Pamiętasz czasy, gdy Odra walczyła w Pucharze UEFA? Chodziłeś na drugą lub III ligę? A może masz ciekawe wspomnienia z wyjazdów? Zapraszamy do podzielenia się swoimi wspomnieniami. Niech pamięć o dawnej Odrze i ruchu kibicowskim w Wodzisławiu będzie ciągle żywa!

Wyślij tekst na e-meil: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

 
Jest nas już:
członkowie
KP Odra 1922 34
SSOW 76

Wstąp i działaj!

Śledź nas na:



Telewizja Odry Wodzisław



Reklama
Logowanie
Gościmy
Naszą witrynę przegląda teraz 6 gości