Shamrock Rovers - ODRA (2003)
Ta historia miała miejsce 29 czerwca 2003 roku, gdy nasza Odra leciała do Dublina na mecz z tamtejszym Shamrock Rovers, w ramach pucharu INTERTOTO.
To może zacznę od początku. Od grudnia 2001 roku przebywalem na wyspach, a dokladnie w Londynie. Udalo się wyjechać bez problemu do kolebki pilkarskiego kraju Anglii. Na miejscu mocna ekipa z Wodzisławia urzędowała tam już od 2-3 lat. Ja udalem się do M. - znanego naszego kibica, który próbował tam parcować. Na miejscu okazało się, że jest tez W. z Wyszyńskiego, później dojechał R. i inni mniej znani kibice wodzisławskiej Oderki. Ale wróćmy do samego wyjazdu...
Chyba w maju okazało się, że Oderka wylosowała Shamrock Rovers. Dokladnie już nie pamiętam, ale na flacie (w naszym domu, który wynajmowaliśmy wspólnie), była radość i zadowolenie. Wszycy mieli jechać, jednak rzeczywistość pokazała, kto jest prawdziwym fanem Oderki. Z wodzisławskiej ziemi dotarła flaga, kilka koszulek, w miedzy czasie pojawij się D. - znany wędrownik, który zakotwiczył u nas. Bilety na autobus kupiliśmy wcześniej, skład to M. ,D. ,A., jeden z naszych kolegow i ja. W dniu meczu kończyła mi się 6-miesięczna wiza pobytu legalnego na ziemi królowej. Każdy mi odradzał: "nie jedź, bo już nie wjedziesz osobiście nie obchodziło mnie, czy wjadę z powrotem na teren Angli. Odra liczyła się najbardziej, a ten wyjazd stał się priorytetem.
Podróż autobusem do portu, gdzie był wjazd na prom była spokojna. W Dublinie byliśmy ok. 7, mecz chyba był o 15, nie pamiętam już dokładnie. Pamiętam tylko tyle, że ODERKA grala na stadionie St. Patrick's Athletic, oddalonego od centrum jakies 20 minut autobusem. Udaliśmy się tam na "obczajkę terenu". Stadion jak w Pszowie, "i niby tu mamy grać?", zdziwienie było ogromne. Co do okolic stadionu, to dziura większa niż Pszów, nic do jedzenia, nic otwartego, istne Wronki, nie obrażając Wronek i Pszowa. Po kilku kanapkach z rybą z puszki udaliśmy się do centrum Dublina. Oczywiście bez D. , który odłączył się od eskapady jak to on. Małe zwiedzanie Dublina, no i wreszcie upragniona godzina się zbliżała. Na przystanku A. pomalowała nam policzki w barwach niebiesko-czerwonych, żeby podkreślić, że nie jesteśmy polonusami, tylko KIBICAMI ODERKI. Dojeżdżamy na stadion, otwarta kasa i kupujemy bilety. Nikogo jeszcze nie ma, udajemy się zrobić kilka fotek. Miejscowi pomału się zbierali. Wywieszamy flagę Oderki XXX-LECIA. Ja jako chłopak z Wyszyńskiego trochę wkurzony, ale to barwy Oderki, wiec cieszę się że w ogóle coś mamy ze sobą.
Do naszej grupy zaczynają podbijać polonusy mieszkający w Dublinie. Jakie zdziwienie z ich strony, że w barwach Oderki śmigamy po stadionie. Pytają się, czy jest spokój itp. Z racji tego, że było nas mało, nie przeszkadzamy im w byciu z nami. Mecz się zaczął, a my swoje: "jesteśmy zawsze tam! gdzie nasza Odra gra!..." dopingujemy swoich piłkarzy. Pikniki polonusy pytają często o słowa piosenek, które śpiewamy. Próbują zaśpiewać "biało-czerwoni", ale po chwili znów wraca doping z naszej strony. W przewie meczu podbił do nas kibic St. Patrick's Athletic, zwaśnionej drużyny miejscowych Shamrocków, i przewinął bajerę, czemu graja u nich na stadionie. Pokazał liderów grupy rzekomo chuligańskiej, przez chwilę z M. mieliśmy nadzieję, że coś wykręcą. Pilnowaliśmy flagi, ale nic z tego. Tylko chóralne śpiewy i zdziwienie, że jesteśmy obecni. Mecz Oderka przegrywa 0-1, po meczu jeszcze większe zdziwienie naszych kopaczy i całej ekipy. Podbili do nas przybić piony i szok. Kilka pytań, co tu robimy itp., my na to że kibicujemy Oderce. Ogólny podziw i zachwyt naszymi osobami.
Po meczu miejscowi wołali nas na piwko, ale my spieszyliśmy się na autobus do Londynu. Wcześniej kupiliśmy bilety i nie mogliśmy się spóźnić. Sam powrót to adrenalina meczowa, a dla mnie jeszcze wjazd do Anglii. Wiza się skończyła, traf chciał, że ta sama zmiana celników była, a że wcześniej pytali gdzie jadę i mówiłem ze na mecz mojej ukochanej drużyny, to teraz zapytali o wynik. Odpowiedziałem, że moja drużyna przegrała i jestem smutny, jadę do Londynu i stamtąd wracam do Polski. Celnicy pocieszyli mnie trochę, że następnym razem będzie lepiej i żebym się nie martwił. Tak udało mi się wjechać na teren Anglii z powrotem. Niedowiarkom i tchórzom udowodniliśmy, że jesteśmy zawsze tam gdzie nasza Odra gra.
Z kibicowskiego szlaku,
pozdro A.

Archiwalne programy meczowe:
ODRA - Shamrock
Shamrock - ODRA
-------------------------------------
Zachęcamy do przesyłania wspomnień z wyjazdów i meczów u siebie.
Najciekawsze opublikujemy na stronie.
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.










